Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bolt Action. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bolt Action. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 czerwca 2019

Firefight! czyli skirmisha (nie)oficjalnego testowanie

Wreszcie się udało przetestować (nie)oficjalnego skirmisza od Warlorda, czyli FireFight jest to dwu stronicowa nakładka na Bolt Action. Gramy garścią ludków, w naszym przypadku było to 11 i 13 oraz 9 i 11 sztuk. Każdy figurek działa sam, ma własną kostkę, biega i strzela i umiera wg normalnych zasad Bolta (plus, minus ale generalnie tak to jest Bolt Action). Gra wymaga terenu gęstego w opór oraz stołu o wymiarach 2' x 2' czyli jakieś 60x60cm, do dziś nie grałem na mniejszych stole (pomijając starcia w dungeoncrawlerach podczas sesji RPG) oraz dzisiejsze intro do Rangers of Shadow Deep...
Ludki wchodzą na stół z first wave`a losujemy kostkę z worka i działamy. W pierwszym starciu, IJA vs Kangury, udało mi się wygrać w rewanżu dostałem łomot, tzn oddział mi się złamał.
[EDIT]Noo dobra, w pierwszym prawie wygrałem bo Kangurzysyn zwany potocznie Terminatorem przeleżał pod oknem na cholera wie ilu pinach, zrzucił sześć czy siedem i podstępnie ukatrrupił DZIELNEGO SŁUGĘ JEJ CESARSKIEJ MOŚCI, po czym oddział uznał że musi już iść na sushi i sake czy inną tam herbatę z ryżem... [koniec EDITA]
Kluczem dobrej gry jest maksymalnie gęsty teren, walczy się o każdy węgieł, okno i drzwi!

Wprowadziliśmy kilka usprawnień.
- Po wejściu do budynku lub na piętro ludek, jeśli chce strzelać na zewnątrz, deklaruje który otwór zajmuje (zasada podobna do tej dla MMG)
- Ludki mogą sobie pomagać przy wspinaniu się do okien lub przez wyższe niż figurka murki. Jeden musi znajdować się w kontakcie z przeszkodą a drugi korzysta z jego pleców jak schodka i wykonując rozkaz Advance przechodzi na drugą stronę lub sięga do okna

Trzeba jeszcze temat ograć ale jest potencjał! Proponowane zasady nadadzą się jako łączniki pomiędzy większymi bitwami w kampanii, a autorzy pewnie coś tam jeszcze z czasem dodadzą, (już są pierwsze FAQ, nowy dobór jednostek (średnio mi pasuje) oraz zasady do rzucania granatami(OK)).
Podsumowując FireFight to wyśmienita zabawa i fajna odskocznia od wielkich starć, szczerze polecam!!
Garść fotek na koniec, domki nie do końca zmalowane, ale do testów wyciągnąłem co miałem...

sobota, 2 lutego 2019

Nocny rajd

750pkt scenariusz wg zasad Raid z Nowej Gwinei, zastępy głodnych (sama piechota), chorych i spragnionych wypełzają z mroków dżungli by przejąć zapasy, smacznie śpiących Amerykanów... Do przechwycenia, pokaźne zasoby amunicji zgromadzone przy okopanej haubicy, nieskończone ilości lekarstw (w dużym namiocie) i morze paliwa, które może zdążą przechwycić nim zostanie wlane do czołgu.

Podsumowanie: Sherman po kontakcie z samobójcą ładnie rozświetlał okolice, snajper w nocy nie ma racji bytu, Japońce ukradły żarcie ale wiele więcej nie ugrali. Amerykańscy inżynierowie z palnikiem wykończyli cztery jednostki. Przetestowani Nocni Infitratorzy, ciekawa jednostka mogąca wymienić NCO na First Lt...

środa, 4 kwietnia 2018

sobota, 6 stycznia 2018

Prawie Tarawa

Po Nowej Gwinei nadeszła pora by przetestować SNLF na plażach Tarawy, przyszła też nowa szmata, więc i ją warto było sprawdzić w boju, czy miękka, czy przyjazna i czy aby dobrze zielona...
Scenariusz pochodzi z Empire in Flames, rozdział Island Hopping, Scenario 8: Bloody Tarawa str. 101, nie mając wszystkich potrzebnych elementów ograniczyliśmy odrobinę scenariusz. Wycięliśmy większość bunkrów i wymagane łodzie, desant zaczynał się już przybrzeżnej płyciźnie, chodziło nam raczej o przetestowanie pewnych rozwiązań niż pełną grę na wymordowanie. Stąd też to tylko prawie Tarawa, na wersję pełną przyjdzie jeszcze czas, bo trzeba się do niej trochę przygotować.

Udział wzięli Gonzo (czyli ja piszący te słowa) dowodzący omnipotentnie znad krawędzi Japończyków oraz mój lokalny ziomal Piotrek, który od czasu do czasu masakruje mnie swoimi USMC...

Prawie raport:
Plażę szturmowali Amerykanie w sile, czterech oddziałów regularnej piechoty morskiej, dwóch oddziałów weterańskich raidersów, MMG, ekipy z bazooką oraz kolejnej z miotaczem ognia, pojawili się też inżynierowie by rozbroić miny, gdzieś przyczaił się snajper z kumplem, a na piaszczystym brzegu okopali się kolesie z lekką haubicą. Wszystkiemu przyglądał się czujnym okiem porucznik, bezpiecznie stojący w cieniu Tokyo Expressu czyli mocarnego Shermana.
Z drugiej strony gdzieś na wyspie głęboko okopani i w zasadzce znajdowały się skośnookie żółte diabły, oddział SNLF, sekcja z MMG, osobny MMG w bunkrze, gotowy na wszystko i zdesperowany samobójca, rusznica p-panc, dwa średnie moździerze, lekka haubica, snajper z pomagierem i samotny snajper z LMG. Przed wszystkich lekko wysunęli się zwiadowcy piechoty morskiej a grupę wspierały Ka-Mi i inżynieryjny SS-Ki, całością dowodził podporucznik.

Siły japońskie rozstawiają się całe od razu, włącznie z wysuniętymi obserwatorami, zwiadowcami i snajperami. Amerykanie mozolnie złażą ze swoich barek. (Poszliśmy na uproszczenie, transport wodny był wirtualny, choć oryginalnie scenariusz sugeruje by każda jednostka ma swoją łajbę. Ludki pojawiały się dowolnie na całej szerokości stołu 12" cali od brzegu. Mata jest dość głęboka bo dostosowana do pełnych desantów, ma 6" cali plaży, 12" płytkiej i 12" głębokiej wody.)

Tura Pierwsza:
Zabawa zaczyna się od nawały z okrętów, japońskie jednostki przyjmują dużo pinów, więc ta tura dla większości ich jednostek schodzi na podnoszeniu się z gleby. Opanowany MMG ostrzeliwuje inżynierów a moździerz celnie trafia w oddział piechoty.

...a w tym czasie pierwszy amerykański rzut dobija już do linii palm... (przy okazji wyszło że stare skattery mają taki sam kształt i rozmiar jak kostki rozkazów do Bolta)

Tura druga:
Drużyna z MMG zalicza FUBAR i wycofuje się na z góry zaplanowane pozycje, podobnie SS-Ki woli się wycofać niż ustawić na dogodnej do strzału pozycji. Samotny snajper ze swoim niezawodnym LMG ostrzeliwuje nadbiegających Rangerów, bez strat ale przygważdża ich za rzadką nadmorską roślinnością.

Coraz więcej Amerykanów wydostaję się z barek, pojawia się snajper i MMG, haubica jest jednak zbyt ciężka i blokuje się na rampie, z wyładunkiem mają też problem bazookowcy, a ekipa z miotaczem miast wysiadać woli sprawdzić szczelność zaworów zbiornika z paliwem. Nikt nie kwapi się przechodzić przez pola minowe, ich rozbrojeniem mają się zająć inżynierowie.

Tura trzecia:
Sherman rozwala MMG w bunkrze, miejsce zabitych zajmuje wariat z miną, może dopadnie do czołgu nim go skoszą karabiny wroga, otwór strzelniczy okazuje się jednak zbyt wąski, szkoda że nie sprawdził tego wcześniej... Wymiana ognia trwa, ginie paru Japończyków, wśród poległych jest samotny snajper. Rangersi podchodzą ostrzeliwując SNLF, ci jednak nic sobie z tego nie robią. Amerykańscy inżynierowie pod ogniem! Do plaży docierają miotacz ognia, bazooka i haubica.
SS-KI podjeżdża i rozgrzewa palniki w miotaczach. Japońska haubica po raz kolejny trafia inżynierów, zabijając jednego.

Tura czwarta:
Rangersi szarżują na SNLF! Japońska piechota morska ostrzeliwuje ich przed walką. Kilku Amerykanów pada lecz pozostali dopadają wroga. Wyszkolenie japońskich weteranów jest zdecydowanie lepsze i Jankesi zostają wybici do nogi. Sherman podjeżdża i strzela w bok SS-Ki z działa, pudło! Poprawia potężną serią z ciężkiego karabinu co zaskakuje załogę ale zbiorniki mimo, że z cienkiej blachy wytrzymują tę nawałę. Obsługujący rusznicę liczy na medal, postanawia sam upolować wrogi czołg, wycofuje się na dogodniejszą pozycję i strzela w bok Shermana, ale pocisk rykoszetuje niczego nie uszkadzając. SS-Ki zieje ogniem! Piekielna struga trafia w stalowego potwora, płonące paliwo wlewa się do środka, Sherman staje w płomieniach! Widzący to Amerykanie wycofują się na plażę. Bitwa się kończy...

Podsumowanko:
Koniecznie trzeba zrobić znaczniki okopania, zapominamy co było okopane, przydałyby się łodzie. Konieczne na pełną Tarawę będą linie okopów i umocnień, warto dodać przejścia tunelami wg zasad z Nowej Gwinei. Wykorzysta się też pillboxy zamiast lub obok ziemnych bunkrów, atakujących MUSI być więcej, podobnie jak i czasu na grę.

czwartek, 28 grudnia 2017

Nowa Gwinea czyli bunkra zdobywanie

Wczoraj z Merrym z bloga 4Generals starliśmy się w śmiertelnym boju na szlaku Kokody (albo jakoś w pobliżu) testując jeden ze scenariuszy z książki o kampanii na Nowej Gwinei. Precyzyjnie rzecz ujmując był to 8 scenariusz pod tytułem Mount Tambu. Siły japońskie okopane bronią bunkra a dzielne czekoladowe wojsko ma ich wykurzyć. Oryginalnie w dostępne w scenariuszu selektory są żałosne a że chcieliśmy przy okazji przećwiczyć nowe zabawki to dobraliśmy coś co pozwalało na ciekawszą zabawę. Japończycy zamiast selektora New Guinea 1943-45 (ze wskazaniem na wczesny okres) dostali Japanese Pacific Defenders a Australijczykom włączyliśmy ograniczonych przez scenariusz Commandosów, Papuasów i pojazdy, pozwoliło to na wprowadzenie Matyldy z palnikiem i od razu zrobiło się ciekawiej... Dziś z mojej strony tylko zajawka, pełny raport ma się pojawić na blogu Merrego, jakoś na dniach.
[edit] raport już jest

Rzut oka na pole walki, już po rozstawieniu obrońców. W centralnej części widać wysunięty opuszczony schron ziemny oraz oślepiające drzewo...

Dwie sekcje MMG, to nowość w japońskiej liście armii, do MMG dołączona zostaje drużyna piechoty w sumie tworzy to grupę w sile do 11 ludków. Tu widać dwie takie sekcje, okopane i czekające na przeciwnika. Serduszka oznaczają że oddział jest Full Strength. Drugą nowością jest działo p-lot starałem się z pokaleczyć z niego Matyldę, kończyło się na lekkim pinowaniu.

Tu widzimy dwa oddziały niedoświadczonych żołnierzy (inexp & green), których do boju zagrzewa oficer Kempeitai, to ten w białych rękawiczkach z pistoletem, o jego marnym losie będzie później. Na przedpolu ukryty za workami z piaskiem rezyduje medyk.

sobota, 9 lipca 2016

Drugi ciężki moździerz rakietowy

W przypływie malarskiego szału machnąłem z rana drugi ciężki moździerz. Kolejne punkty w kolorze, +65 za regularny albo +84 za weterański. Pierwszy był tu.
Ten oparty jest poziomo, by mi się w trakcie gry nie mieszały. Malowanie belek, z czarnego podkładu, ciemny brąz i czarny wash, rozjaśnienia na krawędziach olejem AK Kursk Earth. Zacieki z trzech brązowych washy Vallejo. Na to trochę pigmentów. Górka z Miliputa. Blacha na szczycie osłaniająca drewno i śruby to boltgun metal, rdza z Ryza Rust od GW. Trawki wyszły jakieś takie byle jakie ale poprawię je przy okazji, dopasowując stylem do podstawek obsługi.

piątek, 8 lipca 2016

Type 1 47mm AT

 Armata p.panc typ 1 47mm, działo stosowane jako uzbrojenie główne w Chi-Ha Shinhoto oraz jako samodzielna jednostka. Siłą ognia szału nie robiło ale z racji lekkości konstrukcji było też używane przez oddziały spadochronowe, dostarczane w kilku zasobnikach. Tradycyjnie słówko i obrazek od Takiego.
 W grze to średni anty-tank z +5 do penetracji za jedyne 75pkt, z obsługą regularną albo w wersji weterańskiej za +90pkt. Ujdzie, tarcza robi swoje. Sprawdziło mi się już parę razy ubijając, bez większego kłopotu, Shermany.
Tarcza działa ma firmowo brzydkie wygryzienie, pakowacz w pośpiechu brutalnie oderwał wlewkę uszkadzając model. W pierwszej chwili chciałem to nawet połatać, ale zostawiłem jako stylowy, jak to mówią za morzami, battle damage.
 Załoga w koszulach, co fajne, bo to dość rzadkie w moich zbiorach, większość żołnierzy mam w zwykłych bluzach. Malowanie typowe i powoli już ten zielony-khaki-musztardowy zaczyna mi wyłazić bokiem. Ratując zdrowie psychiczne pokombinowałem trochę przy podstawce, miejsca było dużo. Niewielkie górki zrobiłem z miliputa, przecieranego mokrą gąbką i szczeciniastym pędzlem. Na to poszły pigmenty Kromlecha i posypka. Malowałem te armatę na raty, śpieszyłem się na bitwę i byle szybko przykleiłem załogę tak jak stała z własnymi podstawkami. Pierwotnie chciałem zrobić ich dedykowanych zagłębieniach albo zetrzeć nadwyżkę ale nie było czasu i tak zostali. Musiałem te blachę jakoś sprytnie zamaskować. Idąc na skróty, przycwaniaczyłem i wyszło fatalnie, ratowałem się posypką i trawkami, ale ostateczny efekt mnie nie satysfakcjonuje. Nie przepadam za murami, stosami cegieł czy innym mobilnym coverem (są tacy gracze, którzy upierają się by to co na podstawce uwzględniać w grze...) ale parę badyli robiących za drzewka jestem wstanie przełknąć. Tym razem, posypki herbaciano-kawowej jakby mniej. Poszalałem za to na parę różnych sposobów z zieleniną. Ścięte czy zwalone drzewa to korzenie z ziemi wyrwane, moją ręką wyrwane, umyte i oczyszczone z brzydkiego błocka. Lekko przelałem je washami i okleiłem gąbkami które robią za jakieś porosty. Bluszcz z oferty Army Paintera, nie lubię tego wpadającego w turkus koloru, ale nie miałem siły by go przemalowywać, cholera zapomniałem o aero, można to było załatwić w dwie chwile. Garść fotek na koniec, wszystko się błyszczy bo lakier chyba jeszcze nie odparował, ech...


sobota, 2 lipca 2016

Wpis 52, typ 92 70mm armata batalionowa

Mała armato-haubica typ 72 70mm, czyli +40pkt. Działo, jak wszystkie inne japońskie sprzęty, o dość kompaktowej budowie. Wbrew pozorom, była to skuteczna, celna i nowoczesna broń. Używana na wszystkich frontach Pacyfiku, wielokrotnie dała się we znaki amerykańskich chłopakom. Dwa słowa o tej konstrukcji na wikipedii i słówko o Takiego
Malowanie nie odbiega od standardowego, dwóch z trzech członków obsługi jest wyjmowalnych. Skrzynka nie trzyma skali, szybki freehand na klapie ma uzasadnić jej obecność. Kreski nic nie znaczą, po prostu kilka krótkich maźnięć. Model działa dość trudny do sklejenia. Garść fotek na koniec.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Salute 2016

Na Salute 2016 Warlord wysypał masą nowości, pomijam nie istotne dla tego bloga, Antaresa, Cytadelę i Project Z. Ciekawie zapowiada się Konflikt 47 w koprodukcji z Clockwork Goblin czyli przeciągnięcie wojny poza rok 1945, prezentowane mechy i łaziki Niemieckie i Amerykańskie trącą Dustem ale robią wrażenie. W wywiadzie udzielanym TemplarsCrusade01 (16:53s) autor gry prezentując założenia zapowiada też wsparcie dla armii japońskiej. Ale to wszystko NIC przeglądając dziś podsumowujący imprezę raport, trafiłem na fotkę wczesnego Stuarta, który ma być wydany w plastiku!! Przyda się Brytolom, Chinditom i IJA na Birmę. Rewelacja!!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Podcast o Bolt Action na 3d6.pl

Na stonce 3d6.pl objawił się podcast o Bolt Action. Prowadzący zaprosili naszego ulubionego Szamana. Audycja trwa coś ze dwie godziny z hakiem, posłuchałem z przyjemnością podczas malowania ludków!

środa, 7 października 2015

Rusznica

Broni przeciw pancernej nigdy za wiele, po serii porażek postanowiłem się dozbroić. Rusznica pochodzi z zestawu Tank Hunters, obok niej w blisterze powinny się znaleźć jeszcze zastępy (dwa ludki) idących na śmierć szaleńców obwieszonych różnego rodzaju ładunkami. Pech albo pakowacz chciał, że zamiast biegnącego wariata dostałem dwóch wspomagaczy rusznicy. Dorobienie ludka do rączek, ograniczyło się do dobrania odpowiedniego z ramki z plastikami. W ten sposób mam dwa unikatowe ludki. Lufa rusznicy była owinięta wokół ludka i przez dłuższą chwilę walczyłem by ją wyprostować, co nie do końca mi się udało. Karabin jest bardzo długi, w tej pozycji ludek nie mieścił mi się na normalnej 55mm podstawce pod leżących, dorobiłem 70mm długasa, który przy okazji wpadł do oferty sklepu.
 O samej rusznicy, słów kilka. Broń ma zasięg karabinu snajperskiego czyli całe 36" i +2 do penetracji. Rozwalenie z niej czołgu, nawet lekkiego, graniczy z cudem, ale do gromienia żywej siły wroga i nieopancerzonych pojazdów nadaje się wyśmienicie.
 Malowanie standardowe, biały podkład z pędzla, tym razem białym a nie white primerem i JEST lepiej. Miałem co do tego lekkie wątpliwości przy malowaniu armatki do Umbra Turris. Jedynym odstępstwem od zwyczajowego malowania Japońców, którego dokonałem to kolor hełmów, które wypadałoby przemalować pozostałym wojakom, jeśli nie wszystkie to przynajmniej te gładkie.
 Podstawka to kawa z herbatą, trzy różnokolorowe trawki, tufty i kwiatki. Robi się trochę barwniej. I kilka fotek na koniec...

sobota, 12 września 2015

Bedford z Lledo

Cesarska Armia Japonii szalejąc na Malajach i w Indochinach, musiała też czasem przemieszczać się czymś grubszym niż jedynie na rowerach. Japońce wciągali pod swoje opiekuńcze skrzydła wszystko co jeździło. W grze nazywane jest to "general purpose trucks" kosztuje 41 pkt za regulara i możemy dopakować do 13 ludków. W zasadzie mamy wolną rękę przy doborze cywilnych pojazdów. Moje oko spoczęło na Lledo, firma po zejściu założyciela przechodziła parę razy z rąk do rąk, nie wiem jaki jest jej obecny stan ale ciężarówek na rynku wtórnym jest bardzo dużo w przystępnych cenach. "Days Gone" bo tak się nazywa seria która nas interesuje i pod takim hasłem należy ich szukać na serwisach aukcyjnych. Grzebiąc w Sieci trafiłem na model Bedforda dostawczaka Canada Dry, po prostu musiałem...

Na surowo wyglądał mniej więcej tak, mniej więcej, bo były drobne różnice w malowaniu i mój miał czerwony dach. Samochód miał masę wersji i podtypów ten którego upolowałem to w zasadzie wersja z 1950 roku ale w czasie wojny byłby prawie identyczne wzory, więc się specjalnie nie przejąłem.

Prace zacząłem od umycia i odtłuszczenia modelu. W niektórych miejscach położyłem Maskol, zależało mi na zachowaniu napisów a przede wszystkim na reklamie Canada Dry. Malowanie rozpocząłem od nałożenia pędzlem farby olejnej Viridian Green. Mazało się i nie chciało kryć, ale jakoś się udało. Warstwa była dość gruba a olej jak to olej sechł coś z tydzień.

W końcu powierzchnia zrobiła się sucha, twarda i tak jak myślałem lekko pomarszczona a miejscami nawet delikatnie popękała. Po cichu liczyłem na taki właśnie efekt. Całość pojazdu zamalowałem kilkoma cienkimi warstwami, szerokim płaskim pędzlem, różnymi odcieniami zielonego i khaki głównie Yellow Green (891) i Medium Grey (987) obie Vallejo. Krawędzie porozjaśniałem i obiłem dodając smugi jasnym srebrnym, stary Mithirl Silver. Dołożyłem też warstwę błota z Agrellan Earth i rdzy Ryza Rust, obie to Citadelki.

Lampy reflektorów chciałem pierwotnie zrobić z efektem odbicia otoczenia, położyłem jasny srebrny i na to delikatnie glaze`ami odbicia ale po paru próbach zarzuciłem ten pomysł, raz że nie wychodziło tak jak chciałem, dwa wyglądało zbyt komiksowo. Swoją drogą po prostu tego nie potrafiłem dobrze zrobić. Zostawiłem srebrny pasek i zamalowałem dookoła tworząc ekran. Zawsze mi się takie przysłony podobały. Lampki kierunkowskazów zrobiłem na trzy kolory, najpierw położyłem biały następnie Jokaero Orange, na niego Bloodletter Glaze, na koniec delikatnie jeszcze raz Jokaero i malusią żółtą kropkę Flat Yellow.

Nadszedł czas na jakieś oznaczenia. Białe prostokąty na drzwiach z czerwonym kółkiem Bloodletter Glaza. Podjąłem próbę napisania czegoś na tablicy rejestracyjnej, wyszło tak sobie, a w sumie mogłem wydrukować. Zabłoconej tablicy prawie nie widać, więc jakoś to ujdzie. Na dachu, dla ochrony przed własnym nalotem, dodałem dużą flagę. Cienki papier wycięty z notatnika przytwierdziłem przy pomocy kleju polimerowego, zmoczyłem i ugniotłem na żebrowaniu plandeki. Kółko ponownie Bloodletter Glaze na wielu warstwach, krawędzie i przebarwienia rozrzedzona Gryphon Sepia.

Od początku miałem plan by przykurzyć wszystko pigmentami, w pierwszym etapie użyłem tego co miałem na stanie. Jasny podkład, który zmatowił dolne fragmenty pojazdu to Ashes White od Talena oraz Brown Earth i Yellow Earth z Paint Forge, głównie na kołach. Posiłkowałem się też tartą na papierze ściernym suchą pastelą, ale cały czas brakowało mi jakiegoś mocnego dodatku. Zostawiłem model na cały dzień i pojechałem do Kromlecha po konkretne pigmenty. Z ich oferty wybrałem Dark Earth, Moldy Green i żółtawy Dark Sand. Stosując się do zasady by zaczynać pigmentowanie od najjaśniejszych, przejechałem się po całości Dark Sandem, lekko to wyrównało odcienie, Moldy Green wtarty w maskę, dach kabiny i drzwi delikatnie je zaznaczył, za to Dark Earth mnie zmasakrował. Ciemny brąz wstukany, wtarty i wszorowany podkreślił linie podziałów, zaznaczył maskę i dach. Byłem w szoku jak świetnie wyciągnął z wszelkich, nawet najdrobniejszych pęknięć ich rysunek, normalnie bajka! Pigmenty Kromlecha są bardzo drobne a jednocześnie wyraziste. Będę musiał zaopatrzyć się w więcej kolorów. Trzeba pamiętać by weathering robić w rękawiczkach i najlepiej nad jakąś rozłożoną gazetą, niestety srogo brudzi, ale czego się nie robi dla efektu! Na koniec w paru miejscach dodałem efekt Sand z Weathering Sticka Tamiyi. Całość zabezpieczyłem Purity Sealem, dzięki Tollu! I już czekam na drugą ciężarówkę, tym razem będzie to dostawca mleka. ;)

Garść fotek na koniec: