wtorek, 17 kwietnia 2018
Type 4 Ho-Ro
sobota, 19 listopada 2016
Futerko czyli początek kampanii na Guadalcalu
Jakoś w wakacje kupiłem kawał, resztkowy dlatego niewymiarowy i tani, sztucznego futerka w kolorze jasnym o włosiu średnim a miękkim. Dobre było, kotu się podobało, dzieci się w nie owijały w noce zimowe. Będzie ze dwa tygodnie, jak dopadło mnie przekonanie ostateczne, by zrobić z niego wreszcie matę do gry. Po napoleońskim evencie zorganizowanym przez polski oddział Warlorda, wiem już, że nie ma nic lepszego od futerkowej maty! Nic!! Żadne, kurdebele, drukowane pianko-szmatki, najlepsze winyle i inne pół środki z markowanym światłocieniem!!! Trawka ma być plastyczna, mięsista, wysoka lub niska, w zależności od tego jak ją przytniemy, ale ma być realna i namacalna i koniec i basta!!!!
Moje futerko jeszcze tak fajnie nie wygląda, ciągle jest firmowo jasne ale już jest gotowe do malowania. Ciąłem maszynką do strzyżenia, maszynkami do golenia, nożyczkami, miejscami trochę przypalałem. Dziś, jeszcze na ciągle surowym, zagrałem z Cytane`m w Bolta. Makabrycznie wkurzają mnie płaskie stoły, same domki, drzewka, płotki to dla mnie za mało. Dziś testowałem przymiarkę raz do futerka, dwa do trochę pofalowanego terenu. O pomyśle na stół napiszę przy następnej okazji, teraz parę zdań o samej grze i scenariuszu.
Zimowa sceneria nocnej dżungli
Postanowiliśmy nasze przygodne granie zamknąć w ramach jakiejś kampanii oczywiście na Pacyfiku. Padło na Guadalcanal który wg mnie jest idealny.Fabularnie rozgrywka zaczyna się parę tygodni po lądowaniu USMC na wyspie i zajęciu przez Amerykanów lotniska. Oddziały zwiadowców Piechoty Morskiej wyruszają na daleki zwiad w poszukiwaniu japońskiego radia przez które, jak się zdaje, ktoś wzywa wsparcie, (scenariusz z podręcznika Empire in Flames HQ Ride). Amerykanie odkrywają w dżungli dawną plantację kauczuku z pozostałościami zabudowań fabrycznych i jakąś opuszczoną wioską. Osada strzeżona jest przez japońskich żołnierzy. Obserwacja potwierdza przypuszczenia. W murowanym budynku głównego zakładu znajduje się silna radiostacja nadająca komunikaty z żądaniem wsparcia, należy je za wszelką cenę wyłączyć.
Scenariusz przewiduje walkę w nocy, wybraliśmy opcję Dawn Assault. Japończycy rozpoczynają i rozstawiają połowę swoich jednostek w zabudowaniach. Atakujący rozmieszcza swoje jednostki do 12" od budynków. Bardzo gęsta dżungla i dodatkowa zasada Rough Terrain uniemożliwia poruszanie się po niej biegiem, przez strefę walki przechodzą dwie całkiem nieźle zachowane drogi po których można poruszać się normalnie. Amerykanie docierają na pole bitwy krańcowo Wyczerpani. Oddziały piechoty i artylerii wykonują test Morale, jeśli się nie powiedzie tracą w wyniku chorób i innych wypadków losowych żołnierzy z oddziału. Jeden z oddziałów stracił aż pięciu żołnierzy!
Nie robiliśmy jakichś szczególnych zapisków podczas gry, lecz po grze w Bolta zawsze w głowie zostają jakieś impresje, sceny jak z filmów akcji...
Japończycy wystawiają w zabudowaniach, dwa oddziały regularne po 7 żołnierzy, dwa MMG, snajpera w ruinach i dowódcę przy radiostacji, na piętrze fabryki. Założyliśmy, że jeśli do końca gry Amerykanie nie przeszkodzą dowódcy, to podczas następnego scenariusza, Japończycy dostaną darmowe wsparcie lotnicze. Było więc o co walczyć!
Amerykanie wchodzą pełnymi siłami rozstawiając się 12" od zabudowań. Podchodzą coraz bliżej tura po turze, ale Japończycy ich nie widzą! Sherman pędzi po drodze, ale nic nie robi. Na jego plecy wyjeżdża Chi-ha, z przyłożenie strzela mu w tył i nie trafia! W następnej aktywacji Sherman odstrzeliwuje jej łeb. Oddział japońskich grenadierów wjeżdża na rowerach pod budynek fabryki, zajmuje parter, wróg jest już wszędzie i gęsto sieje ze swojej broni. Zasady walki nocnej to jakaś masakra! Przez całą grę praktycznie nic nie widziałem. Ciężarówka z moim miotaczem nie wchodzi na stół, amerykański oddział inżynierów, najpierw spala jeden z mniejszych moich oddziałów a następnie podpala budynek fabryki! Niewielkim pocieszeniem było dla mnie to, że grenadierzy roznieśli ich na bagnetach ale co z tego... Fabryka płonie, 6" od niej jest jasno jak w dzień. Dowódca, po udanym teście na Morale, opanowuje się i zabiera radiostację, wybiegając z płomieni zostaje jednak skoszony serią z pistoletu maszynowego czających się Marines. Scenariusz kończy się zwycięstwem Amerykanów.
Jakaś losowa fotka, gdzieś z początku gry
Co było fajne:- gęsty teren - faktycznie czuło się że dżungla przytłacza, ruch poza obszarem wioski tylko Advancem.
- zasada Wyczerpania - więcej Hamburgerów padło w drodze z głodu niż udało mi się ich ubić.
- futerko! - już się sprawdza, a pomalowane będzie czymś niesamowitym
- Zasady nocnej walki - same w sobie super, walka w nocy to ciężka sprawa, ale pomimo hałasowania, rozświetleń od strzałów itp zawsze brakowało mi cala by móc ostrzelać wroga. A jak już się pojawił w zasięgu to nie trafiałem!
- Źle rozstawiony budynek fabryki - stał za blisko krawędzi. Powinien zająć centrum wioski, otoczony przez chaty. To bardzo ważny element, na który trzeba zwrócić uwagę przy ponownym graniu w ten scenariusz.
- 2/3 moich jednostek nie zrobiło NIC! - problemem były pechowo niskie rzuty przy teście widzialności w nocy.
niedziela, 2 sierpnia 2015
Shi-Ki WIP 3
Czy to już koniec?
Shi-Ki WIP 2
Po konsultacjach z kolegą Pumbą i przekopaniu połowy internetów w poszukiwaniu fotki z drewnianym zamiennikiem działa w wieży, doszedłem do wniosku, że płytę należy usunąć. Do tego na koniec znalazłem szczegółowy rysunek techniczny który wykazał pewne różnice, np to że moje działo nie jest przesunięte, bije się z myślami... ale chyba już to zostawię tak jak jest.
Ta jedna fotka sieje ziarno zwątpienie. Reflektor jest jeden na środku, mamy działo w wieży i nie wygląda na drewniane, oraz jakąś rurę z wystającą z miejsca gdzie znajduje się gniazdo karabinu, lecz nie wydaje się być przesunięte. Może to jakiś model przejściowy?
 Wracając do pracy. Dremel z walcowym frezem załatwił sprawę nadspodziewanie szybko. Z brzydką dziurą, która została po mocowaniu lufy poradził sobie Anderea Sculpt. Wieże wygładziłem wodą i drobnym papierem ściernym, chyba nie będzie śladu, przy okazji załatałem jakąś małą po bąblu. Przetarłem też antenę by wyrównać złamanie i usunąć jakieś drobne linie podziału formy.
Problemem okazały się reflektory, w pudle z gratami nie znalazłem nic co by pasowało, musiałem więc je zrobić. Wykombinowałem by przyciąć wykałaczkę a jako podpórki użyć jakiegoś drobnego plastykowego elementu. Wybrałem środkową część wykałaczki, kropnąłem ciutkę supergluta co ją utwardziło i starając się zachować odrobinę cieńszego elementu, odciąłem z obu stron. To było dość łatwe, wyzwaniem okazało się doklejenie patyczka. Drugi zrobiłem tak samo, tyle że dwa razy szybciej. Drobne odwierty w kadłubie pozwoliły na wygodne i precyzyjne osadzenie reflektorów.
Fotka skończonego (?) modelu. Dręczy mnie to niepoprawnie osadzone działo. Przesunięcie go wiąże się z oderwaniem greenstufowej obudowy, czyszczeniem obłej osłony karabinu maszynowego na którym to wszystko się trzyma, dorabianiem wizjera dla strzelca. Chyba sobie jednak daruję... bo nity też odpuściłem.
I na koniec wzór do malowania:wtorek, 12 maja 2015
320mm Type 98, ciężki moździerz w sklepie
No wreszcie się udało, moździerz trafił do oferty sklepu.
[edit]
Potencjalnie zainteresowanych zapraszam do kontaktu mailowego, sklep aktualnie jest ogarniany na innej platformie
[end of edit]
Prototypowy odlew zmontowałem na szybko i pomalowałem, by mieć z czego naparzać do wrażych tanków podczas nachodzącej boltowej imprezy w Gentleman`s Club więcej na fanpage`u grupy albo forum BoltAction.pl.
Prototyp ma kartonowe skrzydełka, nie mogłem się doczekać na miedziane i korciło mnie by zmontować te lochę jak najszybciej. Kombinowałem trochę z malowaniem, kolorowych zdjęć w sieci nie ma i trzeba zaufać konsultantom merytorycznym pracującym przy Listach z Iwo Jimy, tam rzeczony moździerz występuje i nawet przyczynia się do rozkawałkowania jednego z Shermanów. Trochę o tym pisałem przy okazji zajawki z renderingami moździerza.
Ciężki moździerz nie jest jakąś wunderwaffe ale ze swoim HE (2d6) założyć może d3 znaczników przygwożdżenia i ma +3 do penetracji. Źle nie jest tym bardziej, że w niektórych selektorach (Iwo Jima) możemy wystawić dwa takie.
Malowanie rakiety wzorowałem na fotce z filmu, ciemno zielona, prawie czarna z żółtym pasem pod głowicą. Sprzęt był jednorazowego użytku, transportowany rozłożony w skrzyniach, więc raczej nie miał szans się poobijać, stąd brak śladów otarć na rakiecie. Podstawa drewniana skręcana z belek służyła wielokrotnie, starałem się oddać na metalowych elementach efekt starcia farby, nie wiem czy to widać. Do swojego prototypu dodałem malowniczą góreczkę o którą "laweta" się opiera. Upiększyłem ją, góreczkę nie lawetę, używając trzech rodzajów trawek mieszanych z mieloną gąbką oraz reszty kamyczków i "mokrego" piasku z tundrowego zestawu GF9. Swoją drogą polecam ten zestaw. Tufty i kwiatki Games Workshopowe i ArmyPainterowe dopełniają sielanki.
Podstawa jest malowana z czarnego podkładu, ciemnym brązem z rozjaśnieniami robionymi na mokro, chciałem uzyskać efekt ciemnego naturalnego drewna, nie wiem czy się udało. Trochę washy gdzieniegdzie ma imitować kurz i rdzę. Nie dodałem jeszcze pigmentów. Krawędzie blach przetarłem ostatnimi resztkami najstarszego Boltgun Metal. I w sumie tyle. Banzai i do przodu!
wtorek, 28 kwietnia 2015
4k na Pacyfiku
W ostatnią sobotę, na osłodę tym którzy nie wybrali się na Pyrkon, w Księgarni Nike (dawna Faber i Faber) odbył się skromny boltowy event. Na jednym stole bój o przełamanie Renu toczyły połączone siły radziecko-brytyjskie, broniący przeprawy Niemcy wytrzymali atak by przejść do masakrującego natarcia. Na drugim, Cesarska Armia odpierała atak kombinowanych sił australijsko-amerykańskich. Na naszym "pacyficznym" teatrze występowały aż cztery armie liczące po 1000pkt każda. Jak się mieliśmy przekonać to było dość sporo. Rozgrywaliśmy scenariusz Envelopment, pierwszy z podręcznika. Gęsty teren nie ułatwiał zadania atakującym aliantom. Gra szybko przerodziła się w liniową obronę japońskiej krawędzi stołu. Wstępne bombardowanie zarządzone przez Amerykanów nie wiele im pomogło, choć jeden z moich oddziałów do końca bitwy już nie zdołał się podnieść. Premierowo wystawiłem średni moździerz z obserwatorem, niestety jedynym jego sukcesem było wstrzymanie na chwilę amerykańskiego Shermana. Drugi wraży tank został rozbity przez aliancki ostrzał artyleryjski. Bitwa nie była specjalnie porywająca, zabrakło klasycznych boltowych zwrotów akcji. Trochę brakowało miejsca na rozwinięcie sił, 4k pkt to było zdecydowanie za dużo. Na koniec zgodnie doszliśmy do przekonania, że należy dać aliantom szansę na rewanż. Zwyczajowa garść fotek.
Alianci po swojej stronie stołów
Widok poglądowy na pacyficzny zakątek
Przyczajeni USMC w asyście Australijczyków, nieustępliwie zbliżają się do japońskich linii
W środku dżungli oddział australijskich zwiadowców odkrywa tajemnicze kamienie pokryte elfickimi runami
czwartek, 11 grudnia 2014
Przeklejka czyli trochę o ludkach
(...)Wieczorami, bez specjalnego zapału, coś tam dłubałem w ludkach do Bolt Action, dużo tego nie ma. Snajper z obserwatorem, dowódca z adiutantami i początek oddziału grenadierów. Z podstawowego pudełka japońskiej piechoty, bez większych problemów daje się wyciągnąć prawie 600pkt. Do obliczeń używam on-line`owego EasyArmy, fajna rzecz. Za grosze, głównie na allegro, skompletowałem (no prawie) polskie edycje Ospreyów dotyczące okresu Pacyfiku, wolny czas zszedł na pogłębianiu wiedzy w temacie.
 Oryginalne podstawki są, moim zdaniem, za cienkie więc zrobiłem sobie fajny zestaw ciętych z 2mm plexi. Okrągłe 60mm z otworami pod pieszych, pierwotnie przeznaczone dla karabinów maszynowych ale znalazły już zastosowanie. 55x25mm pod leżących, sporą garść zwykłych 25mm i wysoką na 160mm pod samolot.
  Złożenie snajpera nie było problemem. Leżący jest dostępny w zestawie, dobór rączek z bronią to też kwestia chwili. Okleiłem go greenstuffem, starając się wydłubać coś co przypomina liście i trawę. Luneta pochodzi z zestawu brytyjskiego. Głowa to któryś ashigaru z MaxMini.eu z wyciętym wnętrzem w które wpasowała się przypiłowana oryginalna plastykowa główka. Obserwator dostał lornetkę, pistolet do kabury oraz podobne "liściaste" maskowanie. Malowanie eksperymentalne, za cholerę nie mogłem trafić w kolor ale szczerze mówiąc bardzo się spieszyłem. Wyszło jak wyszło, poprawiać już tego nie będę. Fotki koszmarne, aparat głupieje do reszty i odwzorowuje barwy wg własnego widzimisie...
   Na drugi ogień poszedł dowódca z adiutantami. Obowiązkowy miecz, sztandar i trąbką. Normalnie command group jak za starych warhammerowych czasów. Będą dobrze zagrzewać do szarż banzai!
   Na koniec grenadierzy, a w zasadzie ich zalążek. Pierwsza podstawka to NCO uzbrojony w broń automatyczną i pierwszy team, druga to sami żołnierze ale za to z palmą i lornetką.
   Na deser Mitsubishi Zero, skala 1:72 kupiony gdzieś w kiosku na Dworcu Centralnym za kilkanaście pln. Model z serii padłego Amercomu, trochę szkoda bo w sumie wypuścili masę fajnych rzeczy, metalowy i całkiem nieźle pomalowany. W wolnej chwili trochę go upiększę obstukując i brudząc w odpowiednich miejscach.
link do oryginału




























