poniedziałek, 31 stycznia 2022
sobota, 4 marca 2017
Soko Sagyo Ki po pigmentach
Soko Sagyo Ki czyli w skrócie SS-Ki to pojazd inżynieryjny wszelakiego zastosowania. Uniwersalne bydle działające wszędzie tam gdzie pojawiali się japońscy inżynierowie polowi.Jeszcze słowo od Takiego.
Chyba drania skończyłem, poza kalkomaniami ale jeszcze nie wiem co i jak, bo ikonografia w temacie biedna jest. W każdym razie, na tę chwilę, uważam temat za zamknięty.
Pilot jest, klapa od Chi-Ha na miejscu, bardziej mi pasowała i dawała się zrobić w otwartej wersji, niż to oryginalnie dołączone kółko. Malowanie, jak wspominałem wcześniej, to jakaś luźna wariacja na temat. Teraz trzeba znaleźć chwilę, by przetestować palniki w boju. Garść fotek:
piątek, 24 lutego 2017
Ss-ki WIP
sobota, 12 września 2015
Bedford z Lledo
Cesarska Armia Japonii szalejąc na Malajach i w Indochinach, musiała też czasem przemieszczać się czymś grubszym niż jedynie na rowerach. Japońce wciągali pod swoje opiekuńcze skrzydła wszystko co jeździło. W grze nazywane jest to "general purpose trucks" kosztuje 41 pkt za regulara i możemy dopakować do 13 ludków. W zasadzie mamy wolną rękę przy doborze cywilnych pojazdów. Moje oko spoczęło na Lledo, firma po zejściu założyciela przechodziła parę razy z rąk do rąk, nie wiem jaki jest jej obecny stan ale ciężarówek na rynku wtórnym jest bardzo dużo w przystępnych cenach. "Days Gone" bo tak się nazywa seria która nas interesuje i pod takim hasłem należy ich szukać na serwisach aukcyjnych. Grzebiąc w Sieci trafiłem na model Bedforda dostawczaka Canada Dry, po prostu musiałem...
Na surowo wyglądał mniej więcej tak, mniej więcej, bo były drobne różnice w malowaniu i mój miał czerwony dach. Samochód miał masę wersji i podtypów ten którego upolowałem to w zasadzie wersja z 1950 roku ale w czasie wojny byłby prawie identyczne wzory, więc się specjalnie nie przejąłem.
Prace zacząłem od umycia i odtłuszczenia modelu. W niektórych miejscach położyłem Maskol, zależało mi na zachowaniu napisów a przede wszystkim na reklamie Canada Dry. Malowanie rozpocząłem od nałożenia pędzlem farby olejnej Viridian Green. Mazało się i nie chciało kryć, ale jakoś się udało. Warstwa była dość gruba a olej jak to olej sechł coś z tydzień.
W końcu powierzchnia zrobiła się sucha, twarda i tak jak myślałem lekko pomarszczona a miejscami nawet delikatnie popękała. Po cichu liczyłem na taki właśnie efekt. Całość pojazdu zamalowałem kilkoma cienkimi warstwami, szerokim płaskim pędzlem, różnymi odcieniami zielonego i khaki głównie Yellow Green (891) i Medium Grey (987) obie Vallejo. Krawędzie porozjaśniałem i obiłem dodając smugi jasnym srebrnym, stary Mithirl Silver. Dołożyłem też warstwę błota z Agrellan Earth i rdzy Ryza Rust, obie to Citadelki.
Lampy reflektorów chciałem pierwotnie zrobić z efektem odbicia otoczenia, położyłem jasny srebrny i na to delikatnie glaze`ami odbicia ale po paru próbach zarzuciłem ten pomysł, raz że nie wychodziło tak jak chciałem, dwa wyglądało zbyt komiksowo. Swoją drogą po prostu tego nie potrafiłem dobrze zrobić. Zostawiłem srebrny pasek i zamalowałem dookoła tworząc ekran. Zawsze mi się takie przysłony podobały. Lampki kierunkowskazów zrobiłem na trzy kolory, najpierw położyłem biały następnie Jokaero Orange, na niego Bloodletter Glaze, na koniec delikatnie jeszcze raz Jokaero i malusią żółtą kropkę Flat Yellow.
Nadszedł czas na jakieś oznaczenia. Białe prostokąty na drzwiach z czerwonym kółkiem Bloodletter Glaza. Podjąłem próbę napisania czegoś na tablicy rejestracyjnej, wyszło tak sobie, a w sumie mogłem wydrukować. Zabłoconej tablicy prawie nie widać, więc jakoś to ujdzie. Na dachu, dla ochrony przed własnym nalotem, dodałem dużą flagę. Cienki papier wycięty z notatnika przytwierdziłem przy pomocy kleju polimerowego, zmoczyłem i ugniotłem na żebrowaniu plandeki. Kółko ponownie Bloodletter Glaze na wielu warstwach, krawędzie i przebarwienia rozrzedzona Gryphon Sepia.
Od początku miałem plan by przykurzyć wszystko pigmentami, w pierwszym etapie użyłem tego co miałem na stanie. Jasny podkład, który zmatowił dolne fragmenty pojazdu to Ashes White od Talena oraz Brown Earth i Yellow Earth z Paint Forge, głównie na kołach. Posiłkowałem się też tartą na papierze ściernym suchą pastelą, ale cały czas brakowało mi jakiegoś mocnego dodatku. Zostawiłem model na cały dzień i pojechałem do Kromlecha po konkretne pigmenty. Z ich oferty wybrałem Dark Earth, Moldy Green i żółtawy Dark Sand. Stosując się do zasady by zaczynać pigmentowanie od najjaśniejszych, przejechałem się po całości Dark Sandem, lekko to wyrównało odcienie, Moldy Green wtarty w maskę, dach kabiny i drzwi delikatnie je zaznaczył, za to Dark Earth mnie zmasakrował. Ciemny brąz wstukany, wtarty i wszorowany podkreślił linie podziałów, zaznaczył maskę i dach. Byłem w szoku jak świetnie wyciągnął z wszelkich, nawet najdrobniejszych pęknięć ich rysunek, normalnie bajka! Pigmenty Kromlecha są bardzo drobne a jednocześnie wyraziste. Będę musiał zaopatrzyć się w więcej kolorów. Trzeba pamiętać by weathering robić w rękawiczkach i najlepiej nad jakąś rozłożoną gazetą, niestety srogo brudzi, ale czego się nie robi dla efektu! Na koniec w paru miejscach dodałem efekt Sand z Weathering Sticka Tamiyi. Całość zabezpieczyłem Purity Sealem, dzięki Tollu! I już czekam na drugą ciężarówkę, tym razem będzie to dostawca mleka. ;)
Garść fotek na koniec:
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Rower w kolorach
  Pierwszy rower pomalowany. Robiąc jakaś dłuższą serię, zaczynam od tego że pierwszy model maluję na wzór. Staram się złapać kolor, czy technikę by nad kolejnymi już specjalnie nie myśleć a jedynie odtwarzać, niejako taśmowo. Na pierwszy ogień poszedł rower dla medyka. Zasady oczywiście nie uwzględniają jednośladów dla sanitariusza, ale skoro cały oddział porusza się na kółkach to on przecież nie będzie zasuwał za nimi z buta. W grze nie będzie to miało znaczenia, ale wydaje mi się że doda odrobinę uroku.
   Malowanie zacząłem od czarnego podkładu, chciałem oszczędzić sobie na oponach, a poza tym ten pokład mocniej się trzymał plexi niż zwyczajowy jasno szary, który jakoś odłaził i się kruszył. Może to kwestia upałów... Na ramę położyłem "zielony wojskowy" vallejo z palety model kolor. Kody, ze starych farb mam tak starte jakby ich nigdy nie było, od dawna obiecuję sobie że je podopisuję. Krawędzie rozjaśniłem 987 Medium Grey, nie wiem dlaczego na tej butelce mam dwa oznaczenia, 111 i właśnie 987, wydrukowany napis rozwiewa jednak wszelkie wątpliwości co do zawartości. Siodełko i manetki to tzw "Brown C" rozjaśnione "Brown..." (jak wyżej nie zatarte kody) Vallejo a na krawędziach przetarte 860 Medium Flesh tone. Podobnie pokrowiec na lornetkę. Pudło na lewej stronie wg powyższego przepisy tyle bardzo rozrzedzonym wariantem. Zrobione z HDFu chłonie farbę nawet przez podkład. Kilka cienkich warstw robi robotę. Obręcze kół. łańcuch i pojawiające się gdzieniegdzie obicia to 72054 Gunmetal Metal Vallejo. Nim też zrobiłem zwieńczenie sztycy sztandaru. Paczka czy też pudło jest niby przywiązane, sznurek to 860 Medium Flesh tone. Światełko, (tak naprawdę to te rowery nie miały światełek, większość nie miała nawet błotników, ale co tam, bezpieczeństwo na drodze przede wszystkim!) Mechrite Red, w rogu złamany White 70951, kropka to czysty biały. Opony czarny podkładowy Citadela, jest ciut inny w odcieniu od bazowego podkładu ale na fotkach tego nie widać. Torba medyka, kradziona z Singapuru, zmalowana podobnie jak rama ale trochę bardziej rozjaśniona 987 Medium Grey i kilka razy zlana bardzo rzadkim Gryphon Sepia, którego użyłem do przewashowania praktycznie całego modelu. Sztandar pochodzi z zestawu flag które Warlord dołącza do pudełka z japońską piechotą. Wycięcie tego i sklejenie było dość trudne. Sklejoną już flagę, by choć odrobinę ukryć łączenie, przemalowałem rzadką Gryphon Sepią. Tak wiem, opony mogłem lekko wyoblić na krawędziach, może w następnych tak będę robił.
Podstawka to pod samym rowerem, miał herbaciany zmieszany z kawą, po naklejeniu nic więcej z nim nie robiłem, wokół otworu pod pieszą podstawkę, Orzechowa bejca spirytusowa na trocinach. Tufty i trawki dla urozmaicenia i tyle.
niedziela, 2 sierpnia 2015
Shi-Ki WIP 3
Czy to już koniec?
Shi-Ki WIP 2
Po konsultacjach z kolegą Pumbą i przekopaniu połowy internetów w poszukiwaniu fotki z drewnianym zamiennikiem działa w wieży, doszedłem do wniosku, że płytę należy usunąć. Do tego na koniec znalazłem szczegółowy rysunek techniczny który wykazał pewne różnice, np to że moje działo nie jest przesunięte, bije się z myślami... ale chyba już to zostawię tak jak jest.
Ta jedna fotka sieje ziarno zwątpienie. Reflektor jest jeden na środku, mamy działo w wieży i nie wygląda na drewniane, oraz jakąś rurę z wystającą z miejsca gdzie znajduje się gniazdo karabinu, lecz nie wydaje się być przesunięte. Może to jakiś model przejściowy?
 Wracając do pracy. Dremel z walcowym frezem załatwił sprawę nadspodziewanie szybko. Z brzydką dziurą, która została po mocowaniu lufy poradził sobie Anderea Sculpt. Wieże wygładziłem wodą i drobnym papierem ściernym, chyba nie będzie śladu, przy okazji załatałem jakąś małą po bąblu. Przetarłem też antenę by wyrównać złamanie i usunąć jakieś drobne linie podziału formy.
Problemem okazały się reflektory, w pudle z gratami nie znalazłem nic co by pasowało, musiałem więc je zrobić. Wykombinowałem by przyciąć wykałaczkę a jako podpórki użyć jakiegoś drobnego plastykowego elementu. Wybrałem środkową część wykałaczki, kropnąłem ciutkę supergluta co ją utwardziło i starając się zachować odrobinę cieńszego elementu, odciąłem z obu stron. To było dość łatwe, wyzwaniem okazało się doklejenie patyczka. Drugi zrobiłem tak samo, tyle że dwa razy szybciej. Drobne odwierty w kadłubie pozwoliły na wygodne i precyzyjne osadzenie reflektorów.
Fotka skończonego (?) modelu. Dręczy mnie to niepoprawnie osadzone działo. Przesunięcie go wiąże się z oderwaniem greenstufowej obudowy, czyszczeniem obłej osłony karabinu maszynowego na którym to wszystko się trzyma, dorabianiem wizjera dla strzelca. Chyba sobie jednak daruję... bo nity też odpuściłem.
I na koniec wzór do malowania:wtorek, 28 kwietnia 2015
Chi-ha type 97 w kamuflażu
Malowany prawie rok temu na pierwszy Warchimera Games Day, Chi-ha type 97 doczekał się lekkiego odświeżenia. Czołg był mi potrzebny na bitwę, jakby nie było to zawsze trochę wsparcia dla piechoty jest. Dwa MMG i lekka haubica wrogim tankom krzywdy nie zrobią ale piechotę potrafią nieźle nastraszyć. Kolorystyka pseudo mandżurska, żółte poziome paski pojawiały się na pojazdach biorących udział w operacjach na stepowych równinach, w dżungli praktycznie nie występowały. Malowanie w ekspresowym tempie z wieczora na rano, praktycznie to był tylko podkład, który po imprezie miałem wykończyć, a jak to z prowizorkami bywa są wieczne... Zdaje mi się, że na scenariusz z Singapurem odrobinę go ubłociłem teksturującą farbą ale to było tyle. Motywacji do malowania zawsze dostarczają zbliżające się bitwy, tym razem, przed bitwą u Faberów (wspominaną w poprzednim wpisie), dodałem trochę pigmentów, lekkie obicia i maskowanie z trawek i bluszczu Army Paintera. Miejscami gdzie się dało zakurzyłem pigmentem a efektem jasnego błota z tamiyowskiej piaskowej kredki, dodałem trochę zabrudzeń.
Za jakiś czas pewnie wrócę do tematu, może dodam antenę, ta którą dostałem z modelem połamała się przy pierwszym dotknięciu i zagubione klapy osłon silnika. Nadal otwartą pozostaje kwestia oznaczeń, nie mam pomysłu jak je zrobić, a ręczne malowanie raczej odpada. Fotki na koniec.















































