sobota, 12 września 2015

Bedford z Lledo

Cesarska Armia Japonii szalejąc na Malajach i w Indochinach, musiała też czasem przemieszczać się czymś grubszym niż jedynie na rowerach. Japońce wciągali pod swoje opiekuńcze skrzydła wszystko co jeździło. W grze nazywane jest to "general purpose trucks" kosztuje 41 pkt za regulara i możemy dopakować do 13 ludków. W zasadzie mamy wolną rękę przy doborze cywilnych pojazdów. Moje oko spoczęło na Lledo, firma po zejściu założyciela przechodziła parę razy z rąk do rąk, nie wiem jaki jest jej obecny stan ale ciężarówek na rynku wtórnym jest bardzo dużo w przystępnych cenach. "Days Gone" bo tak się nazywa seria która nas interesuje i pod takim hasłem należy ich szukać na serwisach aukcyjnych. Grzebiąc w Sieci trafiłem na model Bedforda dostawczaka Canada Dry, po prostu musiałem...

Na surowo wyglądał mniej więcej tak, mniej więcej, bo były drobne różnice w malowaniu i mój miał czerwony dach. Samochód miał masę wersji i podtypów ten którego upolowałem to w zasadzie wersja z 1950 roku ale w czasie wojny byłby prawie identyczne wzory, więc się specjalnie nie przejąłem.

Prace zacząłem od umycia i odtłuszczenia modelu. W niektórych miejscach położyłem Maskol, zależało mi na zachowaniu napisów a przede wszystkim na reklamie Canada Dry. Malowanie rozpocząłem od nałożenia pędzlem farby olejnej Viridian Green. Mazało się i nie chciało kryć, ale jakoś się udało. Warstwa była dość gruba a olej jak to olej sechł coś z tydzień.

W końcu powierzchnia zrobiła się sucha, twarda i tak jak myślałem lekko pomarszczona a miejscami nawet delikatnie popękała. Po cichu liczyłem na taki właśnie efekt. Całość pojazdu zamalowałem kilkoma cienkimi warstwami, szerokim płaskim pędzlem, różnymi odcieniami zielonego i khaki głównie Yellow Green (891) i Medium Grey (987) obie Vallejo. Krawędzie porozjaśniałem i obiłem dodając smugi jasnym srebrnym, stary Mithirl Silver. Dołożyłem też warstwę błota z Agrellan Earth i rdzy Ryza Rust, obie to Citadelki.

Lampy reflektorów chciałem pierwotnie zrobić z efektem odbicia otoczenia, położyłem jasny srebrny i na to delikatnie glaze`ami odbicia ale po paru próbach zarzuciłem ten pomysł, raz że nie wychodziło tak jak chciałem, dwa wyglądało zbyt komiksowo. Swoją drogą po prostu tego nie potrafiłem dobrze zrobić. Zostawiłem srebrny pasek i zamalowałem dookoła tworząc ekran. Zawsze mi się takie przysłony podobały. Lampki kierunkowskazów zrobiłem na trzy kolory, najpierw położyłem biały następnie Jokaero Orange, na niego Bloodletter Glaze, na koniec delikatnie jeszcze raz Jokaero i malusią żółtą kropkę Flat Yellow.

Nadszedł czas na jakieś oznaczenia. Białe prostokąty na drzwiach z czerwonym kółkiem Bloodletter Glaza. Podjąłem próbę napisania czegoś na tablicy rejestracyjnej, wyszło tak sobie, a w sumie mogłem wydrukować. Zabłoconej tablicy prawie nie widać, więc jakoś to ujdzie. Na dachu, dla ochrony przed własnym nalotem, dodałem dużą flagę. Cienki papier wycięty z notatnika przytwierdziłem przy pomocy kleju polimerowego, zmoczyłem i ugniotłem na żebrowaniu plandeki. Kółko ponownie Bloodletter Glaze na wielu warstwach, krawędzie i przebarwienia rozrzedzona Gryphon Sepia.

Od początku miałem plan by przykurzyć wszystko pigmentami, w pierwszym etapie użyłem tego co miałem na stanie. Jasny podkład, który zmatowił dolne fragmenty pojazdu to Ashes White od Talena oraz Brown Earth i Yellow Earth z Paint Forge, głównie na kołach. Posiłkowałem się też tartą na papierze ściernym suchą pastelą, ale cały czas brakowało mi jakiegoś mocnego dodatku. Zostawiłem model na cały dzień i pojechałem do Kromlecha po konkretne pigmenty. Z ich oferty wybrałem Dark Earth, Moldy Green i żółtawy Dark Sand. Stosując się do zasady by zaczynać pigmentowanie od najjaśniejszych, przejechałem się po całości Dark Sandem, lekko to wyrównało odcienie, Moldy Green wtarty w maskę, dach kabiny i drzwi delikatnie je zaznaczył, za to Dark Earth mnie zmasakrował. Ciemny brąz wstukany, wtarty i wszorowany podkreślił linie podziałów, zaznaczył maskę i dach. Byłem w szoku jak świetnie wyciągnął z wszelkich, nawet najdrobniejszych pęknięć ich rysunek, normalnie bajka! Pigmenty Kromlecha są bardzo drobne a jednocześnie wyraziste. Będę musiał zaopatrzyć się w więcej kolorów. Trzeba pamiętać by weathering robić w rękawiczkach i najlepiej nad jakąś rozłożoną gazetą, niestety srogo brudzi, ale czego się nie robi dla efektu! Na koniec w paru miejscach dodałem efekt Sand z Weathering Sticka Tamiyi. Całość zabezpieczyłem Purity Sealem, dzięki Tollu! I już czekam na drugą ciężarówkę, tym razem będzie to dostawca mleka. ;)

Garść fotek na koniec:

6 komentarzy:

  1. Wow, efekt końcowy jest niesamowity! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wyszedł, konkretnie zmęczony:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super to są te pigmenty Kromlecha, tylko dzięki nim jest taki efekt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak na wkład pracy efekt jest całkiem fajny.

    OdpowiedzUsuń