Armata p.panc typ 1 47mm, działo stosowane jako uzbrojenie główne w Chi-Ha Shinhoto oraz jako samodzielna jednostka. Siłą ognia szału nie robiło ale z racji lekkości konstrukcji było też używane przez oddziały spadochronowe, dostarczane w kilku zasobnikach.
Tradycyjnie słówko i obrazek od Takiego.
 W grze to średni anty-tank z +5 do penetracji za jedyne 75pkt, z obsługą regularną albo w wersji weterańskiej za +90pkt. Ujdzie, tarcza robi swoje. Sprawdziło mi się już parę razy ubijając, bez większego kłopotu, Shermany.
Tarcza działa ma firmowo brzydkie wygryzienie, pakowacz w pośpiechu brutalnie oderwał wlewkę uszkadzając model. W pierwszej chwili chciałem to nawet połatać, ale zostawiłem jako stylowy, jak to mówią za morzami, battle damage.
 Załoga w koszulach, co fajne, bo to dość rzadkie w moich zbiorach, większość żołnierzy mam w zwykłych bluzach. Malowanie typowe i powoli już ten zielony-khaki-musztardowy zaczyna mi wyłazić bokiem. Ratując zdrowie psychiczne pokombinowałem trochę przy podstawce, miejsca było dużo. Niewielkie górki zrobiłem z miliputa, przecieranego mokrą gąbką i szczeciniastym pędzlem. Na to poszły pigmenty Kromlecha i posypka. Malowałem te armatę na raty, śpieszyłem się na bitwę i byle szybko przykleiłem załogę tak jak stała z własnymi podstawkami. Pierwotnie chciałem zrobić ich dedykowanych zagłębieniach albo zetrzeć nadwyżkę ale nie było czasu i tak zostali. Musiałem te blachę jakoś sprytnie zamaskować. Idąc na skróty, przycwaniaczyłem i wyszło fatalnie, ratowałem się posypką i trawkami, ale ostateczny efekt mnie nie satysfakcjonuje. Nie przepadam za murami, stosami cegieł czy innym mobilnym coverem (są tacy gracze, którzy upierają się by to co na podstawce uwzględniać w grze...) ale parę badyli robiących za drzewka jestem wstanie przełknąć. Tym razem, posypki herbaciano-kawowej jakby mniej. Poszalałem za to na parę różnych sposobów z zieleniną. Ścięte czy zwalone drzewa to korzenie z ziemi wyrwane, moją ręką wyrwane, umyte i oczyszczone z brzydkiego błocka. Lekko przelałem je washami i okleiłem gąbkami które robią za jakieś porosty. Bluszcz z oferty Army Paintera, nie lubię tego wpadającego w turkus koloru, ale nie miałem siły by go przemalowywać, cholera zapomniałem o aero, można to było załatwić w dwie chwile. Garść fotek na koniec, wszystko się błyszczy bo lakier chyba jeszcze nie odparował, ech...
piątek, 8 lipca 2016
Type 1 47mm AT
środa, 26 sierpnia 2015
Waloryzacji pacyficznego domku część pierwsza
Od pewnego czasu łaził mi po głowie zamysł by szybko i tanio upiększyć domek pacyficzny zwany też chatą na palach. Będą w lokalnym Leroy Merlin trafiłem przypadkiem na dział z tapetami, licząc że znajdę coś co nada się do pokrycia ścian domku. Kawałki do pół metra są traktowane jako próbki i można je dostać free. Wybrałem coś co wyglądało jak bambus, chyba nawet się tak nazywało i jakieś drobne kamyczki. Dach planowałem zrobić z prasowanej kory kokosowej, pisałem o tym w poście o Nowej Zieleninie. Chodziło mi o szybki, prosty, tani i co najważniejsze, powtarzalny efekt.
Zacząłem od wycięcia ścian, przykładałem boki domku do tapety i po zaznaczeniu ołówkiem odciąłem skalpelem. Tapeta była podklejona jakąś taką "fizeliną" cięła się idealnie. Kolejnym etapem było przyklejenie wyciętych fragmentów do ścian. Użyłem rzadkiego wikolu, obficie i mokro. Po lekkim dociśnięciu tapeta trzymała się świetnie. Upewniwszy się że okleina trzyma delikatnie wyciąłem otwory okienne i drzwi.
Dach, tak jak już wspomniałem, zrobiłem z maty kokosowej czy czegoś tam. To prasowane włókna palmowe. Dość twarde i oporne w cięciu. Następnym razem będę je ciął lekko zwilżone. Ciąłem w poprzek włókien, trochę musiałem zrobić zakładki ale wyszło całkiem spoko. Mocowałem do dachu klejem polimerowym, grubo smarowanym. Przy krawędziach i tak musiałem złapać żabkami ale po wyschnięciu nic nie odłazi i trzyma się solidnie.
Tak wygląda na tę chwilę. Mam jeszcze plan, by z ciętego rattanu zrobić trochę urozmaicenia w postaci lekkiego belkowania oraz ram wokół okien i drzwi. Na koniec całość przemaluję, by złamać te upiorną biel.
czwartek, 13 sierpnia 2015
Stół ogrodowy I
Niniejszym zaczynam nowy projekt jakim będzie stół ogrodowy.
  Pomysł stołu do gry na którym używane by były żywe rośliny chodzi za mną już od kilkunastu lat. Ostatnio doszedłem do wniosku, że da się dobrać odpowiednią zieleninę, która będzie choćby trochę trzymała skale i była na tyle trwała by przeżyć częste macanie. Myślę o trzech, pięciu gatunkach większych roślin, jakichś sianych trawach i jeśli się da się zmusić do współpracy, mchach i porostach. Będąc dziś w sklepie ogrodniczym upolowałem pierwsze duże drzewo. Wybrałem coś co jak się okazało jest jakimś wolnorostem, nazwy nie pomnę ale się dowiem, przy okazji. W każdym razie wyglądało zachęcająco.
Na początek należało trochę roślinkę dopasować by chciała być drzewem a nie kulą dzikiej zielonej dzikości. Sekator w garść i kilkanaście ciachnięć później zaczyna robić się ciekawie. Każdą odciętą gałązkę zamierzałem ukorzenić, dlatego lądowała w misce z wodą, z tego też powodu nie mogłem robić fotek w trakcie, miałem już rękawiczki i wszystko było w ziemi, wodzie i ukorzeniaczu. Przy następnych roślinach pomyślę o asystencie! Oto efekt dzisiejszych prac, jutro fotki z ludkami dla skali.
Drzewko z jednej i z drugiej strony
Korzenie wymagały wydobycia, trochę dostaną powietrza to się rozjaśnią. Usunąłem około 6cm oryginalnej ziemi. Wydłubałem delikatnie ziemię spomiędzy najgrubszych odnóg. Ściąłem masę drobiny. Jeszcze tego nie widać bo ziemia jest przelana ale jak podeschnie drobne korzenie wyjdą co da ciekawszy efekt.
Zebrane po cięciu gałęzie już osadzone w ziemi. Większe w podłużnej doniczce i osobno całkiem malutkie. Nie wyrzuciłem nic, nawet jak coś padnie to się nada na podstawki czy jako suchy podszyt. Jak widać jest tego całkiem sporo! Za parę tygodni, jak ukorzeniacz już się rozłoży, trochę je podpimpuję jakimś grubszym rychłorostem, a niech się szaleńczo rozrosną. Za jakieś 3-4 lata będzie już można z tego zrobić niezły zagajnik!























