piątek, 27 lutego 2015

Ghost rockets czyli ciężki moździerz 320mm Typ 98

320 mm Type 98 aka Ghost Rocket vel Screaming Jesus, to ciężki rakietowy moździerz używany przez IJA przy zdobywaniu Singapuru, na Filipinach a pod koniec wojny, na Iwo Jimie i Okinawie. Ponad 300 kilogramowy ładunek robił spore zamieszanie w szeregach wroga, pozostawiając po sobie prawie pięciometrowej średnicy kratery. Przypuszczam, że gorzej było z celnością, ale przy takiej sile wysoka precyzja nie była wymagana. Rakiety odpalano w grupach po kilka na raz.

Sprzęt możemy przez chwilę zobaczyć w rewelacyjnych Listach z Iwo Jimy. Broń, jak to u Japończyków częste, dawała się rozmontować na kilkanaście wygodnych do przenoszenia kawałków. Podstawa składała się z ponumerowanych drewnianych belek, skręcanych śrubami. Pocisk rozkładał się na kilka części, całość ważyła trochę ponad 1200 kilo. Ogółem wyprodukowano 2000 sztuk pocisków. Więcej można znaleźć na wiki albo u Takiego.

Grając w Bolta, potrzebowałem wsparcia dla moich żołnierzyków, ciężki moździerz to fajna sprawa. Model wykonałem w 3D i poszedł już do druku. Liczę iż niebawem pierwsze kopie trafią do mnie a niedługo potem też i do oferty mojego sklepiku.

środa, 4 lutego 2015

Pacyfik w ogniu 1941-1945 czasowa wystawa w MWP

W warszawskim Muzeum Wojska Polskiego od wczoraj do Dnia Kobiet, eksponowana będzie wystawa pt. "Pacyfik w ogniu 1941-1945". Nooo, mus być!


Byłem na wystawie, w doborowym towarzystwie Szamana i Terentza. Szumnie zapowiadana okazała się być jedną małą salką, a w zasadzie łącznikiem pomiędzy wystawami stałymi, schodami a czasową o Wielkiej Wojnie. Wyeksponowano jeden japoński mundur z niekompletnym szpejem, osiem czy dziewięć amerykańskich różnych służb, bardziej kompletnych. W gablotach miecz oficerski, masowej produkcji, szable kawaleryjską i cywilnego pracownika służb wojskowych czy administracyjnych i tyle z japońszczyzny. Ktoś miał pomysł, ale chyba nie miał za specjalnie co pokazać. Dodano za to masę, niezłych modeli w różnych skalach, są pojazdy, samoloty, okręty. Fajne ale jakbym chciał oglądać modelarstwo to bym się wybrał na Warszawską Fiestę Modelarską a nie drałował do Muzeum WP. W temacie Pacyfiku czuję niedosyt, by nie powiedzieć lekkie rozczarowanie.
Skupiając się na pozytywach, mundur był mocno wypłowiały, spodnie i bluza w tym samym kolorze, owijacze nie miały jaśniejszych pasów, co mnie zaskoczyło, bo nawet na czarno białych zdjęciach wyraźnie się odcinają od podstawowego koloru. Buty i paski były JASNE, sznurowane rzemieniami też jasnymi, buty wyglądały praktycznie jak nowe. Karabin stał tak, że nie sposób było stwierdzić czy jest okuty, (co mnie gnębi od pewnego czasu) z bagnetem broń jest okrutnie długa. Nie dopatrzyłem się nigdzie w jakich rejonach Pacyfiku, właściciel tego munduru się wycierał, jest tabliczka ale napisane jest tak że nawet nie wiadomo czy to oryginał. Gwiazda na czapce nie miała filcowej podkładki, wyglądała jak tkana i doszyta. Ciekawego kolory były za to guziki. Fotki wrzucam choć wyszły tak sobie, przejdę się za jakiś czas jeszcze raz i je poprawię.
Wyjście nie było zmarnowane, bo trafiliśmy przy okazji na wystawę o WWI i to był wyyyypas. MASA sprzętu zwiezionego z połowy Europy. Warto się wybrać by to obejrzeć a skromny Pacyfik można zaliczyć przy okazji.

poniedziałek, 2 lutego 2015

MMG w kolorach

 

Miesiąc minął od ostatniego wpisu, tragedia jakaś! Jakoś tak zleciało, no trudno. Wygrzebałem trochę ciekawostek, kilka książek, parę filmów (będzie co wrzucić na bloga) ale najważniejsze pokolorowałem średni km. Szykuję się do bitwy, a że nie gram w Bolta szarymi ludzikami, musiałem coś skrobnąć. Skuteczność średniego karabinu maszynowego w grze została już niejednokrotnie udowodniona, 36" zasięgu i 4 kostki robią swoje, i nie tak prosto też jest wybić całą podstawkę, +50 regularnego żołnierza do rozpiski. W ramach różnych dziwnych operacji, zakupów, zamian itp wszedłem w posiadanie trzech zestawów, sporo tego się zrobiło, nawet nie wiem czy da się w jednym plutonie, w którymś z selektorów aż tyle ich wystawić. Najwyżej będą rozwojowo na większe bitwy.

  Szare fotki pochodzą z czyszczenia drugiego zestawu, od tego malowanego różni się główką dowódcy. W tym, który malowałem trafiły mi się dwie takie same, o rzeźbie nikczemnej zresztą jakości. Twarze wyglądają jak maski, fatalne... niepokojąco i dziwnie. Na koniec gdy już wszystkie wymaluję, powymieniam ludki tak by nie wyglądali jak jednostka bliźniaków. Oczyszczenie z grubszych nadlewek poszło w miarę sprawnie ale dopasowanie strzelca do spustu to dramat, skończyło się to podcięciem i odgięciem kciuków. Wargaming, wargamingiem ale metale Warlorda mogłby by być lepsze...
   Malowanie żołnierzy ma te zasadniczą zaletę, że w zasadzie robi się ich wg jednego schematu. W przypadku pacyficznych Japońców nie ma wielkich różnic, no dobra piechota morska trochę odbiega ale na razie ich nie mam więc się nie przejmuję.
  Malowanie prosto, szybko i łatwo kilkoma ruchami grubego pędzla, farby czekały odstawione do osobnego pudełka, więc nie traciłem czasu na ich poszukiwania. Podkład z jasnego szarego samochodowego spraya, wyszczotkowany i jeszcze raz w przetartych miejscach pokryty jasnym szarym Vallejo. Przy sprayowaniu lubią przykleić się różne drobinki podrywane przez ciśnienie farby, stara szczotka do zębów załatwia sprawę w wygodny sposób.
 Jako bazy na mundur używam Yellow Green 881 Vallejo. Buty i skórzane oporządzenia to ciemny brąz Vallejo, nazwy nie jestem wstanie już odczytać z buteleczki, jest dość ciemny. Owijacze i parciane dodatki to Medium Grey + Yellow Green.
 Druga warstwa to washe. Na mundur i owijacze Gryphon Sepia, na skórzane elementy Umber Shade. Rozjaśnienie na mundurze darowałem sobie, i tak się przetrze od macania. Na paskach i butach jakiś jaśniejszy brąz, kolejne zatarte kodowanie i nazwa. Taśmy poprzeczne na owijaczach Medium Grey, pewnie mają jakąś swoją tradycyjną japońską nazwę. Baza na ciało to Talarn Flesh, dość ciemny w fajnym ciepłym odcieniu, kolejno Flashtone Wash i rozjaśnienie delikatnie cienko i mokro jakimś jasnym cielistym. Na koniec czerwony glaze na usta. Oczu nie robię bo i tak nie będzie ich widać. Paski na czapkach podobnie jak skórzane elementy, gwiazdka żółtym foundation, nazwy nie pamiętam, używam go do takich rzeczy bo kryje od pierwszego dotknięcia, pod nią jest kropka z czarnego washa, Oil Nuln, czy jak to się teraz zwie. Odznaczenia i stopnie, robiłem na dwa kolory, co było bez sensu bo się zlały. Na przyszłość zostanę przy jednym Mechride Red.
 Karabin to czarny, przetarty szarym i jeszcze raz czarny. Podstawa to Medium Grey + odrobina Yellow Green i obficie ale z wyczuciem Gryphon Sepia.

   Podstawki, czarny podkład z pędzla, co było takim sobie pomysłem, bo położyłem zbyt rozrzedzoną farbę ale o tym zaraz, gdy wyschła poszedł na to, grubo Agrellan Earth mający za zadanie stworzyć spękaną suchą ziemię, na Guadalcanal albo inną Iwo Jimę. Popękał, a i owszem świetnie, ale przy okazji zerwał z podstawki czarny podkład. Wkurzyłem się... Po staremu walnąłem Wikol i obsypałem dębowymi trocinami. Gdy ciutkę podeschło pod lampą, grubo bez litowania się położyłem jeszcze raz Agrellan i zostawiłem do wyschnięcia. Teraz efekt był fajny i nic się nie pościągało. Na trociny poszła orzechowa spirytusowa bejca, która błyskiem wysycha a dodatkowo ciekawie powsiąkała w szczeliny i spękania ziemi. Dalej to już szaleństwo tuftów, trochę od Army Paintera, trochę z Games Workshop, a trochę sypanej na supergluta trawki i gąbek z tundrowego zestawu GF9. Na koniec kwiatki i drobinki chrobotka, uwielbiam chrobotka, ma niesamowite kształty i nawet najmniejsza gałązka wygląda bardzo naturalnie.
  W kolejce już w podkładzie czeka moździerz. Na koniec fotki, byle jakie, światło i nastawy szaleją bo aparat leży i kwiczy, nadal więc cykam komórką...

piątek, 2 stycznia 2015

Takiego strona o IJA

Taki`s Home page: IMPERIAL JAPANESE ARMY PAGE Zakładam że Taki to jakiś native z maniactwem pisania o IJA, a może to nie jeden koleś a jakaś grupa, pojęcia nie mam, grunt że odwala (czy też odwalają) kawał świetnej roboty. Praktycznie każdy głębszy link dotyczący IJA prowadzi do tego serwisu. Sporo dłuższych tekstów jest w japońskim, ale sukcesywnie tłumaczą. Opisy sprzętów, w większości, są lakoniczne ale zawierają najważniejsze parametry i zawsze są okraszone fotografią. Jak dla mnie to skarbnica wiedzy. Poniżej ciężarówka Nissana


Nissan80.jpg

Nissan 80 Truck

Introduced Year : 1938
Weight : 2.88 ton
Dimensions: 5.39 x 2.9 x 2.5(h) m
Speed (max) : ?
Engine : Gasoline Engine 85HP/3,400rpm
Loading Capacity : 2 ton
Manufacturer : Nissan


Nissan 80 Truck was the first mass-produced truck in Japan. Though it was made for the commercial purpose, many were used by the IJA in the front and soldiers were annoyed with its low durability.

wtorek, 30 grudnia 2014

IJA na wiki czyli spis szpeju

Jakiś czas temu wygrzebałem na Wikipedii ciekawe zestawienie, listę japońskiego ekwipunku używanego w latach 1937-1945. Jest co poczytać. Przez chwilę miałem szalony pomysł by przeklikać całość składając do wiki-książki ale siły mnie opuściły... może kiedyś. Banzai!!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Bolt w BUWie

Na terenie Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego działa ekipa ludzi, która od pewnego czasu organizuje spotkania z Bolt Action. W poświąteczną niedzielę, 28 grudnia stawiłem się na posterunku by gromić legiony jankesów. Kontakt do nich można złapać na forum: BoltAction.pl
 Zagraliśmy po dwie bitwy z planowanych trzech, bez spinania i pośpiechu a i tak zeszło się do osiemnastej. Miałem rzadką okazję dostać łomot od najtwardszych luchadorów Ameryki, turbo wymiatacze weterani po dwa ataki każdy. Pierwszy raz w życiu widziałem by ktoś bez mrugnięcia oka rzucił się do walki wręcz na duży oddział japońców, by po chwili go wybić do nogi. Zagwozdką są dla mnie czołgi, grając selektorem na Guadalcanal, nie bardzo mam czym te cholerstwa zdejmować. Jak widzę Shermana to panikuję. Teren nie pozwalał na bezkarne skradanie się, więc ile sił w nogach puściłem w szaleńczej szarży większy z oddziałów, licząc na to że wtłuką maszynie. Z piętnastu ludków dobiegło trzech, to trochę za mało by mierzyć się z tą cholerną, plującą ołowiem górą żelaza. Zaliczyli po drodze kilka konkretniejszych trafień tak od ognia karabinów pojazdu, jak i czających się w bambusowym lesie żołnierzy przeciwnika. Zakończyłem bitwę z samotnym kapitanem, tym na koniu, błąkającym się bez większego sensu po polu. Amerykanie przedarli się do mojej strefy rozstawienia, masakra... co za masakra...

  W drugiej bitwie, którą przyszło mi stoczyć tego dnia, nadziałem się na USMC wystawionych według selektora na Iwo Jimę. Celem gry było przechwycenie i kontrolowanie trzech znaczników, znajdujących się na środkowej linii stołu.
Tym razem miałem przewagę w broni pancernej, Chi-ha w paski dzielnie sobie poczynał i nawet kilka razy celnie przyłożył z haubicy. Pierwszy z punktów przejąłem na samym początku i dzięki względnie oszczędnemu nalotowi, udało mi się go do końca utrzymać. O środkowy toczyły się boje do samego końca, kilkukrotnie przechodził z rąk do rąk, buchały płomienie a snajperzy z obu stron dobijali rannych. W finale amerykańscy inżynierowie, podwiezieni na pace ciężarówki, przełażąc przez domek zajęli punkt, ale i oni polegli w starciu z masą zółtych kurdupli. Zdobywanie trzeciego znacznika odpuściłem na samym początku.
Grało się fajnie, z przyjemnością pojawię się na podobnych weekendowych imprezach.

wtorek, 23 grudnia 2014

USMC Inkuba

Zapaść na froncie, zaliczona nieudana impreza 13 grudnia, ale kolejna już na horyzoncie, czekam na 28 grudnia. Wojsko gotowe w pudełku, pręży plastikowe muskuły. W wolnej od lepienia pierogów chwili, warto rzucić okiem na Wojnę w Miniaturze i przegrzebać po tagu BOLT ACTION, malujących się na śmierć Yankee z USMC. Banzai!!